To nie był stary las. Nie zdążył jeszcze dobrze okrzepnąć, bo gdyby tak, być może sprawy potoczyłyby się nieco inaczej. Rósł jednak, powoli wykształcając własny ekosystem całkiem podobny do tych, które tak bardzo podziwialiśmy. W podszyt opadały liście i drobne gałęzie, czasem jakieś drzewo upadło dając pożywkę następnym. Bywało, że na zwalonym pniu rosło nowe, mocniejsze, jakby czerpało życie i doświadczenie z przodka. Splecione korzenie wspierały się wzajem. Wśród dostojnych, mocnych drzew stały figlarne paprocie, czasem jakieś jednoroczne byliny – ot, jak to w lesie, o którym wiadomo, że jest lasem, ale stale jeszcze swej lesistości nie jest pewien, jeszcze nie do końca wiadomo, czy przeistoczy się w bezpieczną ostoję czy długo pozostanie pełnym plam młodniakiem. Ale i w takim lesie każdy znaleźć może coś dla siebie; własną ścieżkę, własny kęs, własny kawałek miejsca. Pewnie, że czasem ktoś się w nim zgubił – wszak puszcza jest puszczą i tylko szanując jej reguły można ją jednocześnie podziwiać i z niej czerpać korzystając z obfitości i ochrony. Pewnie, że czasem któreś z drzew zwaliło się gniotąc przy okazji sąsiadów albo długo wspierając się na ich konarach mocowało z nieuchronnym – w końcu porastało, jakby zawstydzone, wchłonięte przez puszczę bez śladu. To nie był stary las. Ale i jego już nie ma. Został nam beton z powtykanymi patykami, który każą nam nazywać lasem.

Print Friendly, PDF & Email