Zgodnie z definicją zaczerpniętą ze słownika języka polskiego kompromis to: „porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw” lub „odstępstwo od zasad, założeń lub poglądów w imię ważnych celów lub dla praktycznych korzyści” (http://sjp.pwn.pl/szukaj/kompromis.html). Wiele się ostatnio o kompromisie (politycznym) mówi i choć sama chęć osiągnięcia kompromisu w sytuacjach konfliktowych zasługuje na uznanie, to pamiętać chyba trzeba, że przecież nie zawsze, że istnieją sytuacje, kiedy konfliktu za pomocą kompromisu rozwiązywać się nie powinno, a wręcz przeciwnie, że w pewnych sytuacjach na kompromis iść nie można.

Kiedy do mojego domu wtargnie złodziej i korzystając z mojej nieuwagi lub własnej bezczelności  wspartej poczuciem siły, zabierze sobie na pamiątkę sukcesu wszystkie moje ulubione płyty, nikt raczej nie będzie miał wątpliwości, że jegomość ów postąpił niegodziwie. Jeśli zostanie schwytany i doprowadzony przed sąd, prawdopodobnie zostanie zmuszony do zwrotu zagrabionego a dodatkowo, o ile spełnione zostaną odpowiednie warunki opisane kodeksem, może „wzbogacić się” o jakiś czas darmowego utrzymania w ramach resocjalizacji jaką oferuje system penitencjarny. Dość trudno wyobrazić sobie sytuację, kiedy złodziej ów, pchany nieodpartym poczuciem konieczności posiadania rzadkiego albumu „52 dla przyjaciół” pokona zamek, zabierze wszystko co znajdzie a następnie, schwytany, złoży propozycję kompromisu polegającą na tym, że zwróci większość pozostawiając sobie to, co upatrzył, a dodatkowo uważał będzie sam siebie (i cieszył się w tym przekonaniu wsparciem znacznej części społeczeństwa), że postępuje uczciwie i przyzwoicie poszukując kompromisowego rozwiązania trudnej sytuacji.

Niestety spór wokół fundamentów ustrojowych naszego państwa przypomina spór z owym złodziejem, który licząc na bezkarność najpierw całość przynależnych dóbr zagrabił a w obliczu sprzeciwu postanowił nieco ustąpić i część zagrabionego zwrócić twierdząc przy tym, że wszak w sposób cywilizowany szuka porozumienia. Konflikt jednak (pomiędzy mną a złodziejem) nie powstał w wyniku mojego nikczemnego działania a w efekcie oczywistego naruszenia przezeń zasad obowiązujących. Gdybym na kompromis z owym złodziejem poszedł jasno dałbym do zrozumienia, że całkiem bezkarnie można dopuścić się każdej niegodziwości byle potem głośno krzyczeć, że przecież konflikty rozwiązywać należy metodami politycznymi, poszukując porozumienia.

Print Friendly, PDF & Email